
Co mądrzejsi apelują: dbaj o zdrowie jesienią. Rzeczywiście, nie wiem jak wy, ale ja czuję się zmęczona. Mimo to powiem to po raz kolejny: jesień to moja ulubiona pora roku.
Nie mam pojęcia, jak to się stało, ale po trzech miesiącach słodkiego lenistwa nagle spada na mnie ogrom obowiązków. Sytuację komplikuje fakt, że wciąż mam wakacje. Nie pamiętam, kiedy czułam się taka zmęczona. Jednocześnie nie potrafię stwierdzić, kiedy ostatnio moje samopoczucie było w tak dobrej formie. Paradoks: czuję się zdrowo zmęczona, co niewielu potrafi zrozumieć.
W pracy przezywają mnie pracoholikiem, a prawda jest taka, że kiedy mam obowiązki, to chwytam wiatr w żagle. Nie dziwota w takim razie, że jestem zmęczona. Dziwi mnie natomiast oczekiwanie innych, że będę narzekać. Wszyscy na około narzekają: że jesień, że zła pogoda, że koniec wakacji. Tak naprawdę to po prostu odpowiedni moment, aby zakasać rękawy i wziąć się do pracy. Tylko właściwie nie wiadomo od czego zacząć.
Ja zaczęłam od wizyty w szkole językowej. Trudno jednak zabrać się za cokolwiek, gdy się człowiek rozleniwi. Co najzabawniejsze: właśnie teraz odpoczynek sprawia mi największą przyjemność.
Inna sprawa, kiedy lato jest symbolem wzmożonej pracy. Wtedy już nie tak łatwo wytłumaczyć niechęć do Rudo-listnej Pani. Możliwe jednak, że ktoś kocha upały i brak deszczu, wtedy już wszystko jasne.
Byłam dzisiaj na spacerze i wierzcie mi, naprawdę cieszę się z przyjścia jesieni. Czy nikt nie dostrzega tego, że jest pięknie? Wszystko zaraz zrzucacie na zmianę pogody. Pogoda zmienia się radykalnie cztery razy w roku, a tylko raz ludzie mają o to pretensje. Odpowiedzią jest to, o czym wspominałam już wcześniej: tak słodko jest nie robić nic, a jesień to oznaka, że czas już zacząć.
Piszę to wszystko, bo jestem nieco poddenerwowana. Nie wynika to z okoliczności, jaką jest pogoda za oknem (de facto bardzo ładna dzisiaj), ale z ogólnych wydarzeń losowych, jakie mają miejsce w moim życiu. Chciałam udowodnić, że łamię stereotyp jesiennej melancholii, tymczasem okazuje się, że wyjątkiem nie jestem, a regułę potwierdzam.
Nie ma kogo obwiniać. Jesień to nie pani z koszykiem pełnym pachnących grzybów, której głowę zdobi wianek uwity z kolorowych liści. Jak więc mieć pretensję do abstrakcyjnego pojęcia?
W rezultacie mój tekst staje się jak jesienna melancholia – nijaki, nielubiany, niechciany. Mimo wszystko znajdą się tacy, którym to odpowiada. Ja natomiast dalej kocham zapach suchych liści, dźwięk spadających kasztanów. Dalej też jestem zmęczona, ale nikogo nie mam zamiaru o to obwiniać.
- Tagi:
- zmęczenie,
- jesień,
- melancholia
Autor/autorzy opracowania:
- Anna Pyka